wtorek, 4 lipca 2017

#Rozdział 2

Siedziałam przy barze wciąż mając przed oczami ten piękny obraz, który wydarzył się zaledwie parę chwil temu. Byłam tak zszokowana a zarazem prze szczęśliwa, że totalnie straciłam kontakt z otaczającą mnie rzeczywistością. Zupełnie zapomniałam gdzie jestem i jak tu się znalazłam. Ale nie to było dla mnie ważne, liczyło się tylko to, że spotkałam swojego idola a w ręku trzymałam kartkę z jego numerem telefonu. Czyżby szczęście w końcu się do mnie uśmiechnęło? Czy powinnam do niego zadzwonić i jeszcze raz mu podziękować? A może zrobił to z litości bo widział w jakim złym stanie byłam? Chociaż z drugiej strony przecież nie rozdawał by na prawo i lewo swojego numeru obcym ludziom. Te i podobne myśli stale przemykały mi w głowie i sama już nie wiedziałam co robić. Po kilku minutach, usilnie próbując wymyślić coś sensownego, postanowiłam że wyśle mu sms'a z podziękowaniem a później rozmowa sama się jakoś potoczy. Tak wiem, jestem geniuszem!

*Perspektywa Andy'ego*

Gdy po ciężkiej przejażdżce w końcu dotarliśmy do domu poczułem wibracje w swojej kieszeni. Wyjąłem telefon i spojrzałem na wyświetlacz. No tak, 10 nieodebranych połączeń od Juliet i jeden sms od nieznanego numeru. Miałem cichą nadzieję, że ta wiadomość może być od tej dziewczyny, którą poznałem niedawno w klubie. Chociaż z drugiej strony powinienem oddzwonić do Juliet bo pewnie siedzi i się zamartwia jednak ciekawość była silniejsza. Musiałem zajrzeć i przeczytać czy to od Niej dostałem tego sms'a.
- Dziękuje ci. - wyszeptałem pod nosem. Serio tylko tyle?! Mogła się bardziej wysilić i w ogóle za co ona mi dziękuje? - zastanawiałem się.
Szybko wybrałem numer i oddzwoniłem. Mało mnie interesowało czy odbierze czy nie, po prostu czułem że muszę do niej zadzwonić. Czułem że nie mogę jej zostawić samej...
- Halo? - usłyszałem jej delikatny głosik w słuchawce. Tak, to była ona. Mimo że nie była zbyt rozmowna gdy się poznaliśmy to i tak jej głos bez problemu rozpoznałem.
- Jak się czujesz? - wypaliłem bez zastanowienia.
- Nieco lepiej - wymamrotała zawstydzona. - Słuchaj Andy, nie chce ci robić problemów. Może będzie lepiej jak skasujesz mój numer i zapomnisz o mnie?
- Przestań gadać pierdoły! - powiedziałem stanowczo - Nie jesteś żadnym problemem. Powiedz lepiej gdzie się zatrzymasz na noc. Bo chyba nie zamierzasz nocować w tym klubie?
- Szczerze powiedziawszy to jest jedna z najlepszych propozycji jak do tej pory - stwierdziła
- Żartujesz sobie? - spytałem jednak dobrze wiedziałem jaka będzie odpowiedź. Nie wiem co się stało ale dziewczyna nie ma gdzie się podziać. No przecież nie można jej tak zostawić.
- W takim razie czekaj tam na mnie, zaraz będę i zabiorę cię w bezpieczniejsze miejsce - odparłem szybko.
- Nie musisz, dam sobie rade. Naprawdę - powiedziała
- Jakoś nie słyszę przekonania w twoim głosie - stwierdziłem - Zresztą i tak nie masz tu nic do gadania. Będę za 15 minut.
Rozłączyłem się. Wiedziałem, że im dłużej by rozmowa trwała tym dłużej by się sprzeciwiała. A dziewczyna naprawdę nie ma co ze sobą zrobić w środku nocy. Nie miałem sumienia zostawiać jej samej w tym klubie, nawet jeśli się nie znamy to i tak chciałem jej pomóc.
W międzyczasie gdy dojeżdżałem już do domu, Ash się obudził i zdziwiony spojrzał na mnie.
- Przenosimy imprezę do domu? - spytał z radością w głosie
- Tak, oczywiście. Dziewczyny już tam czekają na ciebie a ty spisz sobie w najlepsze - skłamałem.
Może w ten sposób uda mi się uniknąć ponownego dźwigania jego cielska. Tak jak podejrzewałem - wyleciał z samochodu aż się za nim kurzyło. Jeszcze nie zdążyłem całkowicie zaparkować a on już z prędkością światła biegł w stronę naszego domu.
Boże, z kim ja mieszkam? Złapałem się za głowę i lekko zaśmiałem pod nosem. Z nim nie można się nudzić.
Chwilkę jeszcze posiedziałem w aucie zanim wysiadłem. Musiałem to przemyśleć jeszcze raz, czy aby na pewno dobrze robię. Ale z drugiej strony co innego mogłem zrobić? Dziewczyna ewidentnie potrzebuje wsparcia a w nocnym klubie na pewno tego nie znajdzie. Cóż, raz się żyje! Najwyżej okaże się psychopatką z zaburzeniami emocjonalnymi i nas wszystkich pozabija.
Tak zamyślony wszedłem do domu i pierwsze co widzę to Ashley'a leżącego na podłodze z butelką whiskey w ręku. Jake, CC i Jinxx stali nad nim i przyglądali się jakby co najmniej zobaczyli ducha a przecież widok pijanego Ash'a to normalka!
- Czy wy nie możecie choć raz normalnie wrócić z imprezy? Raz wróciliście w samej bieliźnie, innym razem okazało się że prawie wzięliście gejowski ślub. A teraz ten pajac lata po całym domu i szuka jakiś panienek po czym kładzie się na podłodze, przytula się do mojej nogi i mówi  "moje ty kochanie" - wyrecytował zaspanym głosem Jake.
- A to moja wina, że Ash nie umie się kontrolować? - spytałem
- A ty razem z nim! - odkrzyknął
- Dobra pogadamy później bo muszę jeszcze jechać coś załatwić. Zajmijcie się nim - rzuciłem w ich stronę i skierowałem się w stronę drzwi
- Przepraszam bardzo, najpierw go upijasz a później zostawiasz go pod naszą opieką? Ja nie mam najmniejszego zamiaru zajmować się tym pajacem! - sprzeciwił się CC
- To zostaw go w spokoju. Widzisz, już zasnął - wskazałem palcem na Ashey'a, śpiącego na podłodze i szybko ulotniłem się z miejsca zbrodni gdy nie patrzyli. Usłyszałem tylko w oddali :
- Andy dopadnę cię, pożałujesz tego!
Dobrze wiedzieć, że mogę na nich liczyć - pomyślałem i wsiadłem do samochodu
Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Dopiero teraz uświadomiłem sobie co zamierzam zrobić i nie miałem pojęcia czy dobrze robię...

*******

Gdy dojechałem na miejsce zaczęło padać. Jeszcze tego mi brakowało, żeby zmoknąć. Ale pomimo tej ulewy ujrzałem ją. Stała sama, cała mokra i zmarznięta pod tym klubem. Krople deszczu spływały z jej policzków jak łzy przez co cały makijaż miała rozmazany. Podszedłem do niej i bez słowa zarzuciłem swoją kurtkę na jej ramiona.
- Długo czekasz? - spytałem
- Kilka minut - wyszeptała
Cała się trzęsła z zimna. Objąłem ją ramieniem i zaprowadziłem do samochodu. Przez całą drogę milczała a ja nie chciałem za bardzo naciskać. Widziałem zmęczenie na jej twarzy. Pomyślałem, że lepiej odpuścić i jutro porozmawiać na spokojnie, gdy oboje się wyśpimy i zastanowimy się co dalej. Nie wiedziałem tylko jak wytłumaczyć się Juliet z tego, że przez praktycznie cały dzień i wieczór olewałem ją i jej telefony. Cóż, i tak czeka nas poważna rozmowa więc kilka nieodebranych telefonów od niej chyba nie pogorszy mojej sytuacji prawda?





2 komentarze:

  1. Fajnie się rozkręca ;)
    Pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet spoko, musisz jednak trochę poćwiczyć bo zdarzają się drobne błędy. Ale podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń