Siedziałam przy barze wciąż mając przed oczami ten piękny obraz, który wydarzył się zaledwie parę chwil temu. Byłam tak zszokowana a zarazem prze szczęśliwa, że totalnie straciłam kontakt z otaczającą mnie rzeczywistością. Zupełnie zapomniałam gdzie jestem i jak tu się znalazłam. Ale nie to było dla mnie ważne, liczyło się tylko to, że spotkałam swojego idola a w ręku trzymałam kartkę z jego numerem telefonu. Czyżby szczęście w końcu się do mnie uśmiechnęło? Czy powinnam do niego zadzwonić i jeszcze raz mu podziękować? A może zrobił to z litości bo widział w jakim złym stanie byłam? Chociaż z drugiej strony przecież nie rozdawał by na prawo i lewo swojego numeru obcym ludziom. Te i podobne myśli stale przemykały mi w głowie i sama już nie wiedziałam co robić. Po kilku minutach, usilnie próbując wymyślić coś sensownego, postanowiłam że wyśle mu sms'a z podziękowaniem a później rozmowa sama się jakoś potoczy. Tak wiem, jestem geniuszem!
*Perspektywa Andy'ego*
Gdy po ciężkiej przejażdżce w końcu dotarliśmy do domu poczułem wibracje w swojej kieszeni. Wyjąłem telefon i spojrzałem na wyświetlacz. No tak, 10 nieodebranych połączeń od Juliet i jeden sms od nieznanego numeru. Miałem cichą nadzieję, że ta wiadomość może być od tej dziewczyny, którą poznałem niedawno w klubie. Chociaż z drugiej strony powinienem oddzwonić do Juliet bo pewnie siedzi i się zamartwia jednak ciekawość była silniejsza. Musiałem zajrzeć i przeczytać czy to od Niej dostałem tego sms'a.
- Dziękuje ci. - wyszeptałem pod nosem. Serio tylko tyle?! Mogła się bardziej wysilić i w ogóle za co ona mi dziękuje? - zastanawiałem się.
Szybko wybrałem numer i oddzwoniłem. Mało mnie interesowało czy odbierze czy nie, po prostu czułem że muszę do niej zadzwonić. Czułem że nie mogę jej zostawić samej...
- Halo? - usłyszałem jej delikatny głosik w słuchawce. Tak, to była ona. Mimo że nie była zbyt rozmowna gdy się poznaliśmy to i tak jej głos bez problemu rozpoznałem.
- Jak się czujesz? - wypaliłem bez zastanowienia.
- Nieco lepiej - wymamrotała zawstydzona. - Słuchaj Andy, nie chce ci robić problemów. Może będzie lepiej jak skasujesz mój numer i zapomnisz o mnie?
- Przestań gadać pierdoły! - powiedziałem stanowczo - Nie jesteś żadnym problemem. Powiedz lepiej gdzie się zatrzymasz na noc. Bo chyba nie zamierzasz nocować w tym klubie?
- Szczerze powiedziawszy to jest jedna z najlepszych propozycji jak do tej pory - stwierdziła
- Żartujesz sobie? - spytałem jednak dobrze wiedziałem jaka będzie odpowiedź. Nie wiem co się stało ale dziewczyna nie ma gdzie się podziać. No przecież nie można jej tak zostawić.
- W takim razie czekaj tam na mnie, zaraz będę i zabiorę cię w bezpieczniejsze miejsce - odparłem szybko.
- Nie musisz, dam sobie rade. Naprawdę - powiedziała
- Jakoś nie słyszę przekonania w twoim głosie - stwierdziłem - Zresztą i tak nie masz tu nic do gadania. Będę za 15 minut.
Rozłączyłem się. Wiedziałem, że im dłużej by rozmowa trwała tym dłużej by się sprzeciwiała. A dziewczyna naprawdę nie ma co ze sobą zrobić w środku nocy. Nie miałem sumienia zostawiać jej samej w tym klubie, nawet jeśli się nie znamy to i tak chciałem jej pomóc.
W międzyczasie gdy dojeżdżałem już do domu, Ash się obudził i zdziwiony spojrzał na mnie.
- Przenosimy imprezę do domu? - spytał z radością w głosie
- Tak, oczywiście. Dziewczyny już tam czekają na ciebie a ty spisz sobie w najlepsze - skłamałem.
Może w ten sposób uda mi się uniknąć ponownego dźwigania jego cielska. Tak jak podejrzewałem - wyleciał z samochodu aż się za nim kurzyło. Jeszcze nie zdążyłem całkowicie zaparkować a on już z prędkością światła biegł w stronę naszego domu.
Boże, z kim ja mieszkam? Złapałem się za głowę i lekko zaśmiałem pod nosem. Z nim nie można się nudzić.
Chwilkę jeszcze posiedziałem w aucie zanim wysiadłem. Musiałem to przemyśleć jeszcze raz, czy aby na pewno dobrze robię. Ale z drugiej strony co innego mogłem zrobić? Dziewczyna ewidentnie potrzebuje wsparcia a w nocnym klubie na pewno tego nie znajdzie. Cóż, raz się żyje! Najwyżej okaże się psychopatką z zaburzeniami emocjonalnymi i nas wszystkich pozabija.
Tak zamyślony wszedłem do domu i pierwsze co widzę to Ashley'a leżącego na podłodze z butelką whiskey w ręku. Jake, CC i Jinxx stali nad nim i przyglądali się jakby co najmniej zobaczyli ducha a przecież widok pijanego Ash'a to normalka!
- Czy wy nie możecie choć raz normalnie wrócić z imprezy? Raz wróciliście w samej bieliźnie, innym razem okazało się że prawie wzięliście gejowski ślub. A teraz ten pajac lata po całym domu i szuka jakiś panienek po czym kładzie się na podłodze, przytula się do mojej nogi i mówi "moje ty kochanie" - wyrecytował zaspanym głosem Jake.
- A to moja wina, że Ash nie umie się kontrolować? - spytałem
- A ty razem z nim! - odkrzyknął
- Dobra pogadamy później bo muszę jeszcze jechać coś załatwić. Zajmijcie się nim - rzuciłem w ich stronę i skierowałem się w stronę drzwi
- Przepraszam bardzo, najpierw go upijasz a później zostawiasz go pod naszą opieką? Ja nie mam najmniejszego zamiaru zajmować się tym pajacem! - sprzeciwił się CC
- To zostaw go w spokoju. Widzisz, już zasnął - wskazałem palcem na Ashey'a, śpiącego na podłodze i szybko ulotniłem się z miejsca zbrodni gdy nie patrzyli. Usłyszałem tylko w oddali :
- Andy dopadnę cię, pożałujesz tego!
Dobrze wiedzieć, że mogę na nich liczyć - pomyślałem i wsiadłem do samochodu
Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Dopiero teraz uświadomiłem sobie co zamierzam zrobić i nie miałem pojęcia czy dobrze robię...
*******
Gdy dojechałem na miejsce zaczęło padać. Jeszcze tego mi brakowało, żeby zmoknąć. Ale pomimo tej ulewy ujrzałem ją. Stała sama, cała mokra i zmarznięta pod tym klubem. Krople deszczu spływały z jej policzków jak łzy przez co cały makijaż miała rozmazany. Podszedłem do niej i bez słowa zarzuciłem swoją kurtkę na jej ramiona.
- Długo czekasz? - spytałem
- Kilka minut - wyszeptała
Cała się trzęsła z zimna. Objąłem ją ramieniem i zaprowadziłem do samochodu. Przez całą drogę milczała a ja nie chciałem za bardzo naciskać. Widziałem zmęczenie na jej twarzy. Pomyślałem, że lepiej odpuścić i jutro porozmawiać na spokojnie, gdy oboje się wyśpimy i zastanowimy się co dalej. Nie wiedziałem tylko jak wytłumaczyć się Juliet z tego, że przez praktycznie cały dzień i wieczór olewałem ją i jej telefony. Cóż, i tak czeka nas poważna rozmowa więc kilka nieodebranych telefonów od niej chyba nie pogorszy mojej sytuacji prawda?
Devil In The Mirror
Opowiadanie o Black Veil Brides
wtorek, 4 lipca 2017
czwartek, 18 sierpnia 2016
#Rozdział 1
Zbliża się północ a ja nadal nie mam pomysłu na to gdzie mogłabym spędzić dzisiejszą noc. Coś czuje że wyląduje pod mostem i to chyba będzie jedyne możliwe rozwiązanie tej chorej sytuacji. Bo nawet nie mam kasy na hotel a przecież nie wbije na chatę do obcej osoby. Jeszcze mam w sobie resztki przyzwoitości.. Spacerowałam tak po ulicy totalnie pogrążona w swoich myślach i jednocześnie rozpaczając, że umrę zgwałcona przez jakiegoś zboczeńca i co najgorsze nikt się nie zorientuje co się ze mną stało. Tak, ja zawsze dramatyzuje! No cóż, może znajdę jakiś nocny klub i tam trochę posiedzę. Lepsze to niż spanie pod mostem lub na ławce w parku. Podążałam dalej po chodniku wzdłuż mrocznej uliczki, wszędzie ciemno bo jak na złość latarnie się nie paliły i tylko w mojej głowie przerażające myśli, że ktoś wciąż za mną idzie z nożem w ręku i zaraz mnie zadźga nim. Cholera zdecydowanie za dużo naoglądałam się horrorów! Przejęłam się tak bardzo swoją chorą wyobraźnią że nie zauważyłam przed sobą stojącego słupa i z całej siły uderzyłam głową w niego a następnie wylądowałam tyłkiem na chodniku. Czemu moje życie musi być takie skomplikowane? Bez mieszkania, bez kasy, poobijana sama na chodniku w podejrzanej okolicy. I co ja mam teraz zrobić? Nawet wstać nie mogę bo gdy upadałam to źle ustawiłam nogę i chyba skręciłam kostkę. Byłam już bliska płaczu gdy poczułam wibracje w kieszeni. Niechętnie spojrzałam na wyświetlacz. Okazało się, że dzwoni moja przyjaciółka Emily, z którą przyszło mi dzielić pokój w domu dziecka. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Świetna z niej dziewczyna, traktuje ją dosłownie jak siostrę.
- Jess do kurwy nędzy co ma oznaczać ta cholerna kartka "Muszę stąd uciec. Do zobaczenia wkrótce"? Czyś ty do reszty zdurniała? I gdzie ty się w ogóle podziewasz? - usłyszałam w słuchawce.
- Aktualnie to jestem... właściwie to nie wiem gdzie jestem. - stwierdziłam zgodnie z prawdą
- Co to znaczy że nie wiesz gdzie jesteś? Jess proszę cię, nie udawaj głupszej niż jesteś! To nie jest czas na żarty. - powiedziała z powagą w głosie - Wszyscy chodzą i cię szukają.
Doprawdy niewiarygodne, że przejęli się moją nieobecnością. Chyba tylko dlatego, bo wiedzą, że mogą mieć problemy z tego powodu...
- Em dobrze wiesz, że tam nie wrócę. Nie chce spędzić reszty życia wśród tych debili. To nie jest mój klimat.
- Ej kogo nazywasz debilem? - oburzyła się
- No przecież nie ciebie! Wiesz o co mi chodzi.
- No dobra powiedzmy, że jest jakiś sens w tym twoim absurdalnym postępowaniu ale co dalej zamierzasz? Jak znam ciebie to pewnie teraz siedzisz gdzieś na ławce w parku i już użalasz się nad sobą - stwierdziła moja przyjaciółka.
- No w sumie to się tak bardzo nie mylisz - wymamrotałam cicho - Akurat teraz to siedzę na brudnym chodniku chyba ze skręconą kostką.
- Wiedziałam! - usłyszałam okrzyk radości mojej przyjaciółki. Nie ma to jak wsparcie bliskiej osoby..
I w tym momencie połączenie się urwało. 'Kurwa' wymamrotałam cicho pod nosem gdyż właśnie przypomniałam sobie, że nie naładowałam telefonu. Cóż przecież nie będę ciągle marudzić, muszę coś zrobić żeby nie spędzić tu reszty nocy. Z wielkim bólem w kostce próbowałam podnieść się co chyba nie było do końca dobrym pomysłem bo ból w kostce nasilił się. Swoją drogą to chyba tylko ja jestem taka zdolna żeby w tak durny sposób skręcić kostkę i przy okazji nabić sobie wielkiego guza na środku czoła. Dobrze nie mam przy sobie lusterka bo aż ciarki mnie przechodzą na samą myśl jak mogę teraz wyglądać. Resztkami siły doczłapałam się do jakiegoś baru, który o dziwo jest jeszcze otwarty. Gdy tylko weszłam wzrok wszystkich osób od razu skierował się na moją skromną osobę. No przepraszam bardzo czy naprawdę aż tak źle wyglądam?! Zamarłam gdy tylko zorientowałam się, że właśnie odwiedziłam typowy klub ze striptizem, w którym to gołe laski tańczą na rurze albo wyginają swoje ciało wokół tych wszystkich napalonych facetów. Zrezygnowana podeszłam do baru i zamówiłam piwo.
Tymczasem w innej części baru
*Perspektywa Andy'ego*
- Ash wystarczy ci tego chlania. Jak ty wyglądasz? - powiedziałem totalnie załamany wyglądem przyjaciela. No jak można się doprowadzić do takiego stanu? Ledwo trzyma się na tym krześle
- Nie pierdol tylko pij! - krzyknął tak głośno, że wszyscy ludzie obok spojrzeli się nas jak na idiotów.
- Ja mam już dosyć, wracam do domu. Chcesz to siedź tu dalej ale później nie dzwoń do mnie w środku nocy z informacją, że zgubiłeś samochód na parkingu.
- Ale to prawda była. Naprawdę mi ukradli samochód! - mówił z takim przejęciem w głosie jakby naprawdę coś mu ukradli
- Ash ty kretynie, ty nie masz samochodu! Przecież go sprzedałeś rok temu!
- Serio?! - spytał z niedowierzaniem robiąc przy tym wielkie oczy - Aaa to wiele wyjaśnia. To dlatego nie mogłem ostatnio kluczyków znaleźć. A już myślałem że CC mi je podpierdolił.
- Nie wierze w twoją głupotę. Po prostu nie wierzę! - ręce mi opadają gdy słucham tego kretyna. Jak można zapomnieć, że się samochód sprzedało?
Wziąłem i pomogłem mu wstać bo aż żal mi się zrobiło gdy patrzyłem jak nieudolnie próbuje się podnieść. Oczywiście nie obyło się bez upadków i deptania moich nowiutkich butów!
- Jaki ty ciężki jesteś - westchnąłem cicho
To musiał być dość zabawny widok. Jeden facet ciągnie za sobą wpół żywego drugiego faceta. Powoli zbliżałem się do wyjścia z tego cholernego klubu gdy niespodziewanie potknąłem się o coś i upadłem prosto twarzą na podłogę. Uff już myślałem, że to bardziej zaboli gdy momentalnie poczułem na swoich plecach wielki ból i ciężar. No tak, Ashley poleciał razem ze mną i pech chciał, że musiał wylądować akurat na mnie. Jestem ciekaw co za idiota trzyma na samym środku klubu wielki plecak. Zrzuciłem z siebie śpiącego Asha, wstałem, otrzepałem się i już miałem zrobić wielką awanturę na cały klub gdy ujrzałem młodą, zapłakaną dziewczynę. Podszedłem do niej bliżej i dostrzegłem rozmazany tusz na jej policzkach. No nie miałem sumienia krzyczeć na to biedne stworzenie.
- Hej, coś się stało? - spytałem delikatnie żeby przez przypadek nie urazić tej dziewczyny. Bądź co bądź nie znam jej.
Nastąpiła chwila cisza. Brunetka lekko uniosła głowę i spojrzała w moją stronę. Dopiero teraz zobaczyłem jak piękne i duże ma oczy. Mógłbym je porównać do błękitu oceanu, w którym można utonąć.
- Wszystko w porządku? - ponownie spytałem gdyż nie uzyskałem odpowiedzi
Ciemnowłosa dziewczyna jednak znowu nie odpowiedziała. Nadal wpatrywała się we mnie swoim przenikliwym spojrzeniem aż w pewnym momencie poczułem dreszcze na swoim ciele. Cóż skoro dziewczyna nie ma ochoty na rozmowę to nie będę się narzucał. Już miałem wstawać kiedy usłyszałem cichutki głosik.
- Poczekaj - wyszeptała i poczułem delikatny dotyk jej dłoni na swoim ramieniu. - Przepraszam, że tak nic nie mówię ale jestem w lekkim szoku, że wokalista mojego ulubionego zespołu znajduje się w takim miejscu. Po za tym miałam ciężki dzień - pojawił się lekki grymas na jej twarzy
- Spokojnie, nic się nie stało. - uspokoiłem ją - Mogę spytać jak masz na imię?
- Jessica, dla przyjaciół Jess - odpowiedziała.
- Miło mi cię poznać Jess - puściłem jej oczko a dziewczyna uroczo się zarumieniła. - Ja mam na imię Andy ale to pewnie już wiesz.
Chciałem dłużej porozmawiać z tą dziewczyną bo naprawdę sprawiała wrażenie miłej i sympatycznej aczkolwiek zagubionej osoby no ale na podłoże leżał i smacznie spał sobie Ashley, który chrapał w najlepsze. Sam nie wiedziałem co mam zrobić, nie chciałem zostawiać tej biednej dziewczyny samej w tym klubie bo wiem jakie niebezpieczeństwo może ją tutaj spotkać. Mało to zboczeńców chodzi po tym świecie? Z rozmyślań wyrwał mnie rozpaczliwy pisk przyjaciela, który majaczył we śnie, że jest sam na bezludnej wyspie i zaraz umrze z głodu. Czas najwyższy się zbierać.
- Słuchaj ja muszę już iść ale jakbyś potrzebowała pomocy lub zwyczajnie chciałabyś pogadać to masz tu mój numer, dzwoń jeśli chcesz nawet w środku nocy - odparłem i podałem jej kartkę, na której znajdował się numer.
Niechętnie wyciągnęła rękę po kartke ale w ostateczności ją wzięła.
- Dziękuję - odparła zdziwionym tonem - Ale nie musisz tego robić. Przecież nawet mnie nie znasz.
- Dzwoń zawsze kiedy tego potrzebujesz - powtórzyłem
Po raz kolejny dzisiejszego wieczoru spojrzała na mnie swoim tajemniczym spojrzeniem, które mogłoby hipnotyzować. Na jej twarzy był wypisany smutek ale ja nie mogłem nic zrobić. Nie wiedziałem jak jej pomóc. Pożegnałem się z nią, podając jej dłoń.
- Do zobaczenia, mam nadzieje - powiedziałem uśmiechając się
Odwzajemniła uśmiech i znowu po moim ciele przeszły ciarki. Oprócz przepięknych oczu jest również posiadaczką ślicznego uśmiechu. No to przynajmniej już wiem coś o tej dziewczynie!
Wziąłem Ashley'a na plecy i ruszyłem do wyjścia, kierując się w stronę parkingu by szukać tym razem swojego samochodu. Podczas drogi wciąż myślałem o niej. Nie mogłem porzucić myśli o tym, że muszę ją znowu zobaczyć chociażby po to by upewnić się, że jest z nią wszystko w porządku.
- Jess do kurwy nędzy co ma oznaczać ta cholerna kartka "Muszę stąd uciec. Do zobaczenia wkrótce"? Czyś ty do reszty zdurniała? I gdzie ty się w ogóle podziewasz? - usłyszałam w słuchawce.
- Aktualnie to jestem... właściwie to nie wiem gdzie jestem. - stwierdziłam zgodnie z prawdą
- Co to znaczy że nie wiesz gdzie jesteś? Jess proszę cię, nie udawaj głupszej niż jesteś! To nie jest czas na żarty. - powiedziała z powagą w głosie - Wszyscy chodzą i cię szukają.
Doprawdy niewiarygodne, że przejęli się moją nieobecnością. Chyba tylko dlatego, bo wiedzą, że mogą mieć problemy z tego powodu...
- Em dobrze wiesz, że tam nie wrócę. Nie chce spędzić reszty życia wśród tych debili. To nie jest mój klimat.
- Ej kogo nazywasz debilem? - oburzyła się
- No przecież nie ciebie! Wiesz o co mi chodzi.
- No dobra powiedzmy, że jest jakiś sens w tym twoim absurdalnym postępowaniu ale co dalej zamierzasz? Jak znam ciebie to pewnie teraz siedzisz gdzieś na ławce w parku i już użalasz się nad sobą - stwierdziła moja przyjaciółka.
- No w sumie to się tak bardzo nie mylisz - wymamrotałam cicho - Akurat teraz to siedzę na brudnym chodniku chyba ze skręconą kostką.
- Wiedziałam! - usłyszałam okrzyk radości mojej przyjaciółki. Nie ma to jak wsparcie bliskiej osoby..
I w tym momencie połączenie się urwało. 'Kurwa' wymamrotałam cicho pod nosem gdyż właśnie przypomniałam sobie, że nie naładowałam telefonu. Cóż przecież nie będę ciągle marudzić, muszę coś zrobić żeby nie spędzić tu reszty nocy. Z wielkim bólem w kostce próbowałam podnieść się co chyba nie było do końca dobrym pomysłem bo ból w kostce nasilił się. Swoją drogą to chyba tylko ja jestem taka zdolna żeby w tak durny sposób skręcić kostkę i przy okazji nabić sobie wielkiego guza na środku czoła. Dobrze nie mam przy sobie lusterka bo aż ciarki mnie przechodzą na samą myśl jak mogę teraz wyglądać. Resztkami siły doczłapałam się do jakiegoś baru, który o dziwo jest jeszcze otwarty. Gdy tylko weszłam wzrok wszystkich osób od razu skierował się na moją skromną osobę. No przepraszam bardzo czy naprawdę aż tak źle wyglądam?! Zamarłam gdy tylko zorientowałam się, że właśnie odwiedziłam typowy klub ze striptizem, w którym to gołe laski tańczą na rurze albo wyginają swoje ciało wokół tych wszystkich napalonych facetów. Zrezygnowana podeszłam do baru i zamówiłam piwo.
Tymczasem w innej części baru
*Perspektywa Andy'ego*
- Ash wystarczy ci tego chlania. Jak ty wyglądasz? - powiedziałem totalnie załamany wyglądem przyjaciela. No jak można się doprowadzić do takiego stanu? Ledwo trzyma się na tym krześle
- Nie pierdol tylko pij! - krzyknął tak głośno, że wszyscy ludzie obok spojrzeli się nas jak na idiotów.
- Ja mam już dosyć, wracam do domu. Chcesz to siedź tu dalej ale później nie dzwoń do mnie w środku nocy z informacją, że zgubiłeś samochód na parkingu.
- Ale to prawda była. Naprawdę mi ukradli samochód! - mówił z takim przejęciem w głosie jakby naprawdę coś mu ukradli
- Ash ty kretynie, ty nie masz samochodu! Przecież go sprzedałeś rok temu!
- Serio?! - spytał z niedowierzaniem robiąc przy tym wielkie oczy - Aaa to wiele wyjaśnia. To dlatego nie mogłem ostatnio kluczyków znaleźć. A już myślałem że CC mi je podpierdolił.
- Nie wierze w twoją głupotę. Po prostu nie wierzę! - ręce mi opadają gdy słucham tego kretyna. Jak można zapomnieć, że się samochód sprzedało?
Wziąłem i pomogłem mu wstać bo aż żal mi się zrobiło gdy patrzyłem jak nieudolnie próbuje się podnieść. Oczywiście nie obyło się bez upadków i deptania moich nowiutkich butów!
- Jaki ty ciężki jesteś - westchnąłem cicho
To musiał być dość zabawny widok. Jeden facet ciągnie za sobą wpół żywego drugiego faceta. Powoli zbliżałem się do wyjścia z tego cholernego klubu gdy niespodziewanie potknąłem się o coś i upadłem prosto twarzą na podłogę. Uff już myślałem, że to bardziej zaboli gdy momentalnie poczułem na swoich plecach wielki ból i ciężar. No tak, Ashley poleciał razem ze mną i pech chciał, że musiał wylądować akurat na mnie. Jestem ciekaw co za idiota trzyma na samym środku klubu wielki plecak. Zrzuciłem z siebie śpiącego Asha, wstałem, otrzepałem się i już miałem zrobić wielką awanturę na cały klub gdy ujrzałem młodą, zapłakaną dziewczynę. Podszedłem do niej bliżej i dostrzegłem rozmazany tusz na jej policzkach. No nie miałem sumienia krzyczeć na to biedne stworzenie.
- Hej, coś się stało? - spytałem delikatnie żeby przez przypadek nie urazić tej dziewczyny. Bądź co bądź nie znam jej.
Nastąpiła chwila cisza. Brunetka lekko uniosła głowę i spojrzała w moją stronę. Dopiero teraz zobaczyłem jak piękne i duże ma oczy. Mógłbym je porównać do błękitu oceanu, w którym można utonąć.
- Wszystko w porządku? - ponownie spytałem gdyż nie uzyskałem odpowiedzi
Ciemnowłosa dziewczyna jednak znowu nie odpowiedziała. Nadal wpatrywała się we mnie swoim przenikliwym spojrzeniem aż w pewnym momencie poczułem dreszcze na swoim ciele. Cóż skoro dziewczyna nie ma ochoty na rozmowę to nie będę się narzucał. Już miałem wstawać kiedy usłyszałem cichutki głosik.
- Poczekaj - wyszeptała i poczułem delikatny dotyk jej dłoni na swoim ramieniu. - Przepraszam, że tak nic nie mówię ale jestem w lekkim szoku, że wokalista mojego ulubionego zespołu znajduje się w takim miejscu. Po za tym miałam ciężki dzień - pojawił się lekki grymas na jej twarzy
- Spokojnie, nic się nie stało. - uspokoiłem ją - Mogę spytać jak masz na imię?
- Jessica, dla przyjaciół Jess - odpowiedziała.
- Miło mi cię poznać Jess - puściłem jej oczko a dziewczyna uroczo się zarumieniła. - Ja mam na imię Andy ale to pewnie już wiesz.
Chciałem dłużej porozmawiać z tą dziewczyną bo naprawdę sprawiała wrażenie miłej i sympatycznej aczkolwiek zagubionej osoby no ale na podłoże leżał i smacznie spał sobie Ashley, który chrapał w najlepsze. Sam nie wiedziałem co mam zrobić, nie chciałem zostawiać tej biednej dziewczyny samej w tym klubie bo wiem jakie niebezpieczeństwo może ją tutaj spotkać. Mało to zboczeńców chodzi po tym świecie? Z rozmyślań wyrwał mnie rozpaczliwy pisk przyjaciela, który majaczył we śnie, że jest sam na bezludnej wyspie i zaraz umrze z głodu. Czas najwyższy się zbierać.
- Słuchaj ja muszę już iść ale jakbyś potrzebowała pomocy lub zwyczajnie chciałabyś pogadać to masz tu mój numer, dzwoń jeśli chcesz nawet w środku nocy - odparłem i podałem jej kartkę, na której znajdował się numer.
Niechętnie wyciągnęła rękę po kartke ale w ostateczności ją wzięła.
- Dziękuję - odparła zdziwionym tonem - Ale nie musisz tego robić. Przecież nawet mnie nie znasz.
- Dzwoń zawsze kiedy tego potrzebujesz - powtórzyłem
Po raz kolejny dzisiejszego wieczoru spojrzała na mnie swoim tajemniczym spojrzeniem, które mogłoby hipnotyzować. Na jej twarzy był wypisany smutek ale ja nie mogłem nic zrobić. Nie wiedziałem jak jej pomóc. Pożegnałem się z nią, podając jej dłoń.
- Do zobaczenia, mam nadzieje - powiedziałem uśmiechając się
Odwzajemniła uśmiech i znowu po moim ciele przeszły ciarki. Oprócz przepięknych oczu jest również posiadaczką ślicznego uśmiechu. No to przynajmniej już wiem coś o tej dziewczynie!
Wziąłem Ashley'a na plecy i ruszyłem do wyjścia, kierując się w stronę parkingu by szukać tym razem swojego samochodu. Podczas drogi wciąż myślałem o niej. Nie mogłem porzucić myśli o tym, że muszę ją znowu zobaczyć chociażby po to by upewnić się, że jest z nią wszystko w porządku.
**********
I jest pierwszy rozdział ;D Przepraszam za ewentualne błędy i proszę o wyrozumiałość bo akcja dopiero się rozkręca więc na pewno kolejne części będą ciekawsze! Także zostawcie komentarz czy wam się spodobało i oczywiście wyczekujcie kolejnego rozdziału bo na pewno niedługo się ukaże! ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

