czwartek, 18 sierpnia 2016

#Rozdział 1

Zbliża się północ a ja nadal nie mam pomysłu na to gdzie mogłabym spędzić dzisiejszą noc. Coś czuje że wyląduje pod mostem i to chyba będzie jedyne możliwe rozwiązanie tej chorej sytuacji. Bo nawet nie mam kasy na hotel a przecież nie wbije na chatę do obcej osoby. Jeszcze mam w sobie resztki przyzwoitości.. Spacerowałam tak po ulicy totalnie pogrążona w swoich myślach i jednocześnie rozpaczając, że umrę zgwałcona przez jakiegoś zboczeńca i co najgorsze nikt się nie zorientuje co się ze mną stało. Tak, ja zawsze dramatyzuje! No cóż, może znajdę jakiś nocny klub i tam trochę posiedzę. Lepsze to niż spanie pod mostem lub na ławce w parku. Podążałam dalej po chodniku wzdłuż mrocznej uliczki, wszędzie ciemno bo jak na złość latarnie się nie paliły i tylko w mojej głowie przerażające myśli, że ktoś wciąż za mną idzie z nożem w ręku i zaraz mnie zadźga nim. Cholera zdecydowanie za dużo naoglądałam się horrorów! Przejęłam się tak bardzo swoją chorą wyobraźnią że nie zauważyłam przed sobą stojącego słupa i z całej siły uderzyłam głową w niego a następnie wylądowałam tyłkiem na chodniku. Czemu moje życie musi być takie skomplikowane? Bez mieszkania, bez kasy, poobijana sama na chodniku w podejrzanej okolicy. I co ja mam teraz zrobić? Nawet wstać nie mogę bo gdy upadałam to źle ustawiłam nogę i chyba skręciłam kostkę. Byłam już bliska płaczu gdy poczułam wibracje w kieszeni. Niechętnie spojrzałam na wyświetlacz. Okazało się, że dzwoni moja przyjaciółka Emily, z którą przyszło mi dzielić pokój w domu dziecka. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Świetna z niej dziewczyna, traktuje ją dosłownie jak siostrę.
- Jess do kurwy nędzy co ma oznaczać ta cholerna kartka "Muszę stąd uciec. Do zobaczenia wkrótce"? Czyś ty do reszty zdurniała? I gdzie ty się w ogóle podziewasz? - usłyszałam w słuchawce.
- Aktualnie to jestem... właściwie to nie wiem gdzie jestem. - stwierdziłam zgodnie z prawdą
- Co to znaczy że nie wiesz gdzie jesteś? Jess proszę cię, nie udawaj głupszej niż jesteś! To nie jest czas na żarty. - powiedziała z powagą w głosie - Wszyscy chodzą i cię szukają.
Doprawdy niewiarygodne, że przejęli się moją nieobecnością. Chyba tylko dlatego, bo wiedzą, że mogą mieć problemy z tego powodu...
- Em dobrze wiesz, że tam nie wrócę. Nie chce spędzić reszty życia wśród tych debili. To nie jest mój klimat.
- Ej kogo nazywasz debilem? - oburzyła się
- No przecież nie ciebie! Wiesz o co mi chodzi.
- No dobra powiedzmy, że jest jakiś sens w tym twoim absurdalnym postępowaniu ale co dalej zamierzasz? Jak znam ciebie to pewnie teraz siedzisz gdzieś na ławce w parku i już użalasz się nad sobą - stwierdziła moja przyjaciółka.
- No w sumie to się tak bardzo nie mylisz - wymamrotałam cicho - Akurat teraz to siedzę na brudnym chodniku chyba ze skręconą kostką.
- Wiedziałam! - usłyszałam okrzyk radości mojej przyjaciółki. Nie ma to jak wsparcie bliskiej osoby..
I w tym momencie połączenie się urwało. 'Kurwa' wymamrotałam cicho pod nosem gdyż właśnie przypomniałam sobie, że nie naładowałam telefonu. Cóż przecież nie będę ciągle marudzić, muszę coś zrobić żeby nie spędzić tu reszty nocy. Z wielkim bólem w kostce próbowałam podnieść się co chyba nie było do końca dobrym pomysłem bo ból w kostce nasilił się. Swoją drogą to chyba tylko ja jestem taka zdolna żeby w tak durny sposób skręcić kostkę i przy okazji nabić sobie wielkiego guza na środku czoła. Dobrze nie mam przy sobie lusterka bo aż ciarki mnie przechodzą na samą myśl jak mogę teraz wyglądać. Resztkami siły doczłapałam się do jakiegoś baru, który o dziwo jest jeszcze otwarty. Gdy tylko weszłam wzrok wszystkich osób od razu skierował się na moją skromną osobę. No przepraszam bardzo czy naprawdę aż tak źle wyglądam?! Zamarłam gdy tylko zorientowałam się, że właśnie odwiedziłam typowy klub ze striptizem, w którym to gołe laski tańczą na rurze albo wyginają swoje ciało wokół tych wszystkich napalonych facetów. Zrezygnowana podeszłam do baru i zamówiłam piwo.

Tymczasem w innej części baru

*Perspektywa Andy'ego*

- Ash wystarczy ci tego chlania. Jak ty wyglądasz? - powiedziałem totalnie załamany wyglądem przyjaciela. No jak można się doprowadzić do takiego stanu? Ledwo trzyma się na tym krześle
- Nie pierdol tylko pij! - krzyknął tak głośno, że wszyscy ludzie obok spojrzeli się nas jak na idiotów.


- Ja mam już dosyć, wracam do domu. Chcesz to siedź tu dalej ale później nie dzwoń do mnie w środku nocy z informacją, że zgubiłeś samochód na parkingu.
- Ale to prawda była. Naprawdę mi ukradli samochód! - mówił z takim przejęciem w głosie jakby naprawdę coś mu ukradli
- Ash ty kretynie, ty nie masz samochodu! Przecież go sprzedałeś rok temu!
- Serio?! - spytał z niedowierzaniem robiąc przy tym wielkie oczy - Aaa to wiele wyjaśnia. To dlatego nie mogłem ostatnio kluczyków znaleźć. A już myślałem że CC mi je podpierdolił.
- Nie wierze w twoją głupotę. Po prostu nie wierzę! - ręce mi opadają gdy słucham tego kretyna. Jak można zapomnieć, że się samochód sprzedało?
Wziąłem i pomogłem mu wstać bo aż żal mi się zrobiło gdy patrzyłem jak nieudolnie próbuje się podnieść. Oczywiście nie obyło się bez upadków i deptania moich nowiutkich butów!
- Jaki ty ciężki jesteś - westchnąłem cicho
To musiał być dość zabawny widok. Jeden facet ciągnie za sobą wpół żywego drugiego faceta. Powoli zbliżałem się do wyjścia z tego cholernego klubu gdy niespodziewanie potknąłem się o coś i upadłem prosto twarzą na podłogę. Uff już myślałem, że to bardziej zaboli gdy momentalnie poczułem na swoich plecach wielki ból i ciężar. No tak, Ashley poleciał razem ze mną i pech chciał, że musiał wylądować akurat na mnie. Jestem ciekaw co za idiota trzyma na samym środku klubu wielki plecak. Zrzuciłem z siebie śpiącego Asha, wstałem, otrzepałem się i już miałem zrobić wielką awanturę na cały klub gdy ujrzałem młodą, zapłakaną dziewczynę. Podszedłem do niej bliżej i dostrzegłem rozmazany tusz na jej policzkach. No nie miałem sumienia krzyczeć na to biedne stworzenie.
- Hej, coś się stało? - spytałem delikatnie żeby przez przypadek nie urazić tej dziewczyny. Bądź co bądź nie znam jej.
Nastąpiła chwila cisza. Brunetka lekko uniosła głowę i spojrzała w moją stronę. Dopiero teraz zobaczyłem jak piękne i duże ma oczy. Mógłbym je porównać do błękitu oceanu, w którym można utonąć.
- Wszystko w porządku? - ponownie spytałem gdyż nie uzyskałem odpowiedzi
Ciemnowłosa dziewczyna jednak znowu nie odpowiedziała. Nadal wpatrywała się we mnie swoim przenikliwym spojrzeniem aż w pewnym momencie poczułem dreszcze na swoim ciele. Cóż skoro dziewczyna nie ma ochoty na rozmowę to nie będę się narzucał. Już miałem wstawać kiedy usłyszałem cichutki głosik.
- Poczekaj - wyszeptała i poczułem delikatny dotyk jej dłoni na swoim ramieniu. - Przepraszam, że tak nic nie mówię ale jestem w lekkim szoku, że wokalista mojego ulubionego zespołu znajduje się w takim miejscu. Po za tym miałam ciężki dzień - pojawił się lekki grymas na jej twarzy
- Spokojnie, nic się nie stało. - uspokoiłem ją - Mogę spytać jak masz na imię?
- Jessica, dla przyjaciół Jess - odpowiedziała.
- Miło mi cię poznać Jess - puściłem jej oczko a dziewczyna uroczo się zarumieniła. - Ja mam na imię Andy ale to pewnie już wiesz.
Chciałem dłużej porozmawiać z tą dziewczyną  bo naprawdę sprawiała wrażenie miłej i sympatycznej aczkolwiek zagubionej osoby no ale na podłoże leżał i smacznie spał sobie Ashley, który chrapał w najlepsze. Sam nie wiedziałem co mam zrobić, nie chciałem zostawiać tej biednej dziewczyny samej w tym klubie bo wiem jakie niebezpieczeństwo może ją tutaj spotkać. Mało to zboczeńców chodzi po tym świecie? Z rozmyślań wyrwał mnie rozpaczliwy pisk przyjaciela, który majaczył we śnie, że jest sam na bezludnej wyspie i zaraz umrze z głodu. Czas najwyższy się zbierać.
- Słuchaj ja muszę już iść ale jakbyś potrzebowała pomocy lub zwyczajnie chciałabyś pogadać to masz tu mój numer, dzwoń jeśli chcesz nawet w środku nocy  -  odparłem i podałem jej kartkę, na której znajdował się numer.
Niechętnie wyciągnęła rękę po kartke ale w ostateczności ją wzięła.
- Dziękuję - odparła zdziwionym tonem - Ale nie musisz tego robić. Przecież nawet mnie nie znasz.
- Dzwoń zawsze kiedy tego potrzebujesz - powtórzyłem
Po raz kolejny dzisiejszego wieczoru spojrzała na mnie swoim tajemniczym spojrzeniem, które mogłoby hipnotyzować. Na jej twarzy był wypisany smutek ale ja nie mogłem nic zrobić. Nie wiedziałem jak jej pomóc. Pożegnałem się z nią, podając jej dłoń.
- Do zobaczenia, mam nadzieje - powiedziałem uśmiechając się
Odwzajemniła uśmiech i znowu po moim ciele przeszły ciarki. Oprócz przepięknych oczu jest również posiadaczką ślicznego uśmiechu. No to przynajmniej już wiem coś o tej dziewczynie!
Wziąłem Ashley'a na plecy i ruszyłem do wyjścia, kierując się w stronę parkingu by szukać tym razem swojego samochodu. Podczas drogi wciąż myślałem o niej. Nie mogłem porzucić myśli o tym, że muszę ją znowu zobaczyć chociażby po to by upewnić się, że jest z nią wszystko w porządku.

**********
I jest pierwszy rozdział ;D  Przepraszam za ewentualne błędy i proszę o wyrozumiałość bo akcja dopiero się rozkręca więc na pewno kolejne części będą ciekawsze! Także zostawcie komentarz czy wam się spodobało i oczywiście wyczekujcie kolejnego rozdziału bo na pewno niedługo się ukaże! ;)